Translate

niedziela, 26 stycznia 2014

Śmierć...



 W pewien dość ciepły z pozoru, zimowy dzień dwie najlepsze przyjaciółki postanowiły się umówić na nockę u jednej z nich. Jedna z nich, Sara, u której miały spędzić noc miała 13 lat, druga miała na imię Magdalena, miała 14 lat. Dziewczynki świetnie się razem bawiły. A to grały w różne gry na komputerze, pisały na portalach społecznościowych, rozmawiały lub bawiły się z psem Sary, dość sporym dalmatyńczykiem, miał 6 lat. Wabił się Paker. W pewnej chwili do pokoju Sary weszła jej mama i powiedziała, że razem z jej mężem jadą do dziadków ze strony ojca Sary, gdyż babcia miała dla nich ciasto. Oczywiście nigdy się tak nie kończyło, że przyjadą po coś, zawsze zostawali na herbacie i ciastkach. Dziewczynki też miały pojechać, lecz wolały zostać w domu. I to był ich największy błąd...
Minęła godzina, może pół od czasu, kiedy rodzice Sary pojechali do  rodziców jej ojca. Dziewczynki siedziały obok siebie na krzesłach wciąż nie wychodząc z pokoju Sary. Już wyłączyły komputer, ponieważ zaczęła się burza. Przyjaciółki siedziały i gadały, jak to nastolatki-o chłopakach. Paker siedział na przeciwko nich i patrzył się swymi błękitnymi oczkami. Magda rozmawiając z przyjaciółką bawiła się telefonem. Obracała go na różne strony. W pewnej chwili Telefon upadł. W momencie, kiedy Magda zajmowała się włączaniem telefonu Sara zamarła... Zobaczyła przechodzący cień za swoimi drzwiami. Drzwi były zamknięte, lecz miała wstawioną szybę która zajmowała połowę powierzchni drzwi. Nie była to szyba, za którą wszystko dokładnie widać, tylko szyba, przez którą wszystko się zlewa. Przerażona Sara siedziała bez ruchu, blednąc. Gdy Magda w końcu włączyła telefon spojrzała na przyjaciółkę. Przeraziła się. Oczywiście zapytała co się stało. Sara opowiedziała że widziała cień. Nie miała pojęcia skąd on się wziął, przecież rodzice zamknęli je dokładnie zostawiając klucz zapasowy w pokoju Sary. Magda uznała to za żart. Zaśmiała się nawet. Po chwili spojrzała na telefon. Tapeta była cała biała, na której widniał czerwony napis: 

Czekam na Was
~Śmierć  
Tym razem Magda zamarła. Dała do ręki przyjaciółki telefon. Zszokowane siedziały bez słowa przez chwilę. Paker zachowywał się nienaturalnie. Po chwili Madzia wyszeptała-idę zobaczyć co się dzieje, idziesz ze mną? Sara wstała pełna obaw o siebie, przyjaciółkę i Pakera, który był dla niej ukochanym przyjacielem. wyszeptała-chodź. Przeszukały prawie cały dom. Została im tylko toaleta. Weszły...Pustka. Dziewczyny zbiegły na dół aby zadzwonić do rodziców Sary, lecz spostrzegły się, że drzwi są uchylone. Sara i Magda wyszły na zewnątrz zamykając w środku Pakera, który obserwował co się działo przez okno u Sary. Stały na początku drogi wiodącej przez pole. Mimo burzy, piorunów i deszczu dzielne dziewczyny postanowiły znaleźć osobę która ich wystraszyła. Środek drogi oznaczała linia zrobiona z krwi. Okropny to był widok. Mimo gromadzącego się w dziewczynach strachu szły dalej. Doszły do rozdwojenia drogi. Nie wiedziały którędy iść. Sara zaproponowała aby zawracać. Magdalena stanowczo odmówiła. Rozdzieliły się. Po chwili dwie drogi znów się złączyły, lecz u korzeni wielkiego dębu. Sara dotarła do owego drzewa. Na miejscu natknęła się na straszny widok...Magdaleny...jej ciało było zmasakrowane, zakrwawione. Podcięte żyły na rękach, palce trzymające się na skórkach, wychodzące kości u nóg, przeważnie z kolan, oraz...nie miała stóp. Miała jakby rozdrapaną klatkę piersiową skąd było widać wnętrzności. Nie było jednak serca. Po chwili osłupienia Sara uświadomiła sobie że jest jej strasznie zimno i musi wezwać pomoc. Odbiegła około 3 metry od zwłok Magdy. Odwróciła się, usłyszała szelest liści. Nagle z rozgałęzionej korony drzewa ktoś wypchnął następne dwa ciała które były zawiązane liną na szyi. Były to zwłoki jej rodziców! Sara podbiegła do zwłok ich rodziców z nadzieją że jeszcze żyją, chciała ich uratować. W polu usłyszała zbliżające się kroki. Z krzykiem zaczęła biec do domu. W pośpiechu wyciągnęła klucze z kieszeni i otworzyła drzwi. Szybko je zamknęła. wystukała numer na policje. Zaczęła  dzwonić, lecz...NIE BYŁO ZASIĘGU... Sara skuliła się i patrzała jak tajemnicza osoba wali kosą o drzwi robiąc w nich coraz większy otwór. po chwili ręka już się mieściła. Otworzył drzwi szarpiąc nerwowo okrągłą klamką. Po chwili drzwi się otworzyły. Za nimi stała postać w czarnej szacie z kosą. Popatrzała się na Sarę czerwonymi oczami. Sara zaczęła krzyczeć. Śmierć po chwili wyszeptała... 
 Jak wolisz umrzeć, jak Twoi rodzice czy jak przyjaciółka? 
 Sara zaczęła krzyczeć. Jednak śmierć zrobił z nią to samo co z Magdą oraz powiesił na żyrandolu. Śmierć opuściła świat na zawsze. Następnego dnia zaniepokojona matka Madzi tym, że nie wraca pojechali do Sary, gdzie zastała jej zwłoki. Przy niej leżał Paker. Zaczął kąsać spodnie kobiety chcąc aby poszła za nim. Zaprowadził ją do miejsca, gdzie leży Magda i rodzice Sary...   

4 komentarze:

  1. Czaadzik :D Nikola zafascynowana xd Ale serio fajne. Takie trochę straszne i smutne bo ten piesał taki sam.... smuteczeg :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Nawet straszne ;) Czekam na następne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże jakie straszne.. Serce mi zaraz z piersi wyskoczy. Czytałam to w oslupieniu.. Jejciu..Super i straszne :o

    OdpowiedzUsuń
  4. Super opowiadanie tylko szkoda tego pieska :(

    OdpowiedzUsuń